pasek

A inni mają taniej! Czyli o prowadzeniu biznesu słów kilka...

0
A inni mają taniej! Czyli o prowadzeniu biznesu słów kilka...

 fot. www.freepik.com

 

Prowadzenie biznesu nie jest takie łatwe, jakby niektórym mogło się wydawać. Tak mogłoby brzmieć podsumowanie tego wpisu. Ale jednak zacznijmy od początku...

 

Ostatnio w relacjach na instastory zadałam pytanie, na które nie mogłam przez dłuższy czas znaleźć odpowiedzi. Dotyczyło ono pytań od Panien Młodych (bo to zazwyczaj właśnie one a nie ich partnerzy, zajmują się organizacją i wyszukiwaniem dekoracji, dodatków i innych rzeczy) w stylu "Czy ktoś jest w stanie zrobić dla mnie identyczne pudełko/szkatułkę/wieszaki? itp.". Takie pytania pojawiają się każdego dnia na różnych forach, grupach ślubnych, a także my również otrzymujemy wiadomości z takimi zapytaniami. I o ile zdjęcie przedstawia dekoracje prosto z Pinteresta i innych blogów, portali (najczęściej amerykańskich) to jestem w stanie zrozumieć takie pytania, o tyle nie jestem w stanie zrozumieć takiego pytania, gdy na zdjęciu widnieje znak wodny polskiego producenta, lub wręcz są przesyłane linki do stron internetowych, na których można od razu kupić taki produkt!

 

Odpowiedzi na to pytanie padło wiele, przeważały te o braku wiedzy kto to wykonał i tym samym niemożności zamówienia bezpośrednio u twórcy danego produktu. Ale pojawiały się również takie:

  • szukają taniej
  • termin realizacji zbyt długi, chcą mieć to szybciej
  • szukają kogoś na miejscu, żeby osobiście a nie mailowo uzgadniać szczegóły lub móc wprowadzić jakieś poprawki
  • szukają kogoś na miejscu, żeby móc odebrać osobiście
  • wygoda, lepiej zapytać na forum niż poszukać samemu
  • dany producent/twórca ma negatywne opinie wystawione przez inne pary

Zgadzacie się z tymi odpowiedziami? A może dorzucilibyście coś jeszcze? 

 

Jedno jest pewne.

Dostałam w tym temacie sporo wiadomości przede wszystkim od osób, które prowadzą własną działalność gospodarczą. Okazuje się, że ten temat jest ogromnym problemem dla wielu z Was. Jeśli prowadzisz własną DG np. w branży handmade lub jesteś ciekawa, jak ten temat wygląda ze strony producenta/wykonawcy to zapraszam do dalszej lektury.

 

Po pierwsze żadna szanująca się firma nie zgodzi się (przynajmniej nie powinna) na kopiowanie konkurencji. Jeżeli nie ze względu na wartości moralne (a to powinno stać jednak na pierwszym miejscu) to ze względu na kary finansowe i konsekwencje prawne, jakie mogą ich dotknąć ze strony producenta, którego prace skopiowali. Pytacie dlaczego? No cóż, jest coś takiego jak prawa autorskie, patenty i licencje… Pamiętajcie o tym proszę. 

 

Po drugie – i tu dochodzimy do sedna wyceniania produktów – stworzenie produktu, dla którego nie mamy zrobionego projektu (często dość skomplikowanego) jest droższe, niż jego powielanie. Dla przykładu. Ktoś spędził 4 godziny, nad zaprojektowaniem w programie graficznym typu Corel lub Photoshop  układu i wyglądu zaproszenia na ślub. Dobrał grafikę, font, układ, zestawienie kolorystyczne. Wyceńmy czas pracy grafika komputerowego na 60zł/h. Oznacza to, że stworzenie tego konkretnego projektu kosztowało w bardzo prostym przeliczeniu tylko pracy grafika – 240zł. Do tego dochodzą koszty stałe, ciężko przeliczalne na 1 konkretny projekt, ale przedsiębiorca musi je brać pod uwagę. Mówimy tu o kosztach stałych typu składka ZUS, wynajem lokalu, koszt zakupu/amortyzacja maszyn i urządzeń, koszty eksploatacyjne (np. tonery, tusze do drukarki, papier), media (prąd, woda, gaz itp.), koszt Internetu, telefony, wynagrodzenia, koszt prowadzenia księgowości, podatki i jeszcze wiele innych. Rozumiecie? I im więcej osób wybierze dany projekt graficzny, tym jego wykonanie tak naprawdę szybciej się zwróci przedsiębiorcy i szybciej będzie czerpał z niego zyski. Planując wprowadzenie tego projektu/produktu do stałej sprzedaży można go wycenić taniej, niż jeśli robimy projekt/produkt pod konkretnego klienta. To tak jak z projektami domów. Projekt gotowiec będzie kosztował np. 2 tysiące, dlatego że zakłada się, że kupi go X osób. Czasami to będzie 10, czasami 30 osób. A projekt robiony od podstaw dla kogoś za indywidualne zamówienie może kosztować nawet 20 tysięcy! Albo i więcej, jeśli jest to projekt dużego domu z wieloma instalacjami itd. Jeśli przyjmiemy, że koszt wykonania pełnego projektu domu jednorodzinnego wynosi 20 tysięcy, to sprzedając go jednej osobie, właśnie minimum na tyle musimy go wycenić, żeby nam się zwrócił. Przy gotowcu wystarczy sprzedać go 10 osobom po 2 tysiące, żeby się zwrócił. A każda kolejna osoba będzie po prostu czystym zyskiem. Szkoda tylko, że w przypadku projektów domów oburzenie ceną za projekt indywidualny już nie jest takie powszechne, jak w przypadkach innych produktów robionych na zamówienie. I jeśli do takiego projektanta zgłosi się Kowalski, że chce taki sam projekt domu jak ma Nowak, to ten projektant będzie się musiał sporo nagłowić, żeby taki indywidualny projekt odtworzyć. Spędzi nad tym zadaniem sporo czasu. A to kosztuje. Jeśli Kowalski zgłosiłby się do projektanta, który robił projekt Nowakowi, to ten projektant ma już wszystko opracowane i może (o ile Nowak nie zastrzegł sobie tego projektu na wyłączność albo w grę nie wchodzi przeniesienie praw autorskich na inwestora) odsprzedać kolejnej osobie ten projekt tak naprawdę dużo taniej niż te 20 tysięcy, bo ma już wszystko opracowane i koszt stworzenia projektu zwrócił mu się w momencie sprzedaży projektu Nowakowi. Sprzedaż tego samego projektu Kowalskiemu w tym momencie to dla projektanta czysty zysk. Zatem dla mnie oczywistym jest, że tworzenie projektu indywidualnego pod konkretnego Klienta jest po prostu droższe, niż produkt masowy, gotowiec.

 

Kolejną sprawą jest już kwestia produkcji, że tak powiem. Jeśli staniecie i za jednym razem pomalujecie 5 pudełek na biało to zużyjecie mniej farby, niż malując po jednym.  Ciekawi jak? Przecież powierzchnia taka sama, ilość warstw też. Owszem, ale weźcie pod uwagę fakt, że każde pudełko musicie pomalować 2 lub 3 razy (bo pierwsza warstwa nie daje idealnego krycia) czekając wcześniej aż poprzednia warstwa wyschnie. Co za tym idzie – przy malowaniu 5 pudełek na raz, nakładając 3 warstwy musicie 3 krotnie (czyli po każdej warstwie) myć pędzel lub wałek oraz tackę, na którą wylaliście farbę. I zajmuje Wam to 3 dni (jeśli liczymy że 1 dzień to jedna warstwa). Jeśli malujecie każde pudełko oddzielnie, to mamy już nawet aż do 15 razy konieczność mycia narzędzi. Chociaż kto sprytniejszy, to wyrobi się w mniejszej ilości, bo drugą warstwę pudełka nr 1 można pomalować razem z pierwszą warstwą pudełka nr 2 itd. I taki proces zajmie Wam 7 dni (jeśli liczymy, że 1 dzień to 1 warstwa i każdego dnia zaczynamy nowe pudełko). I nie zapomnijcie o myciu narzędzi po każdym malowaniu. Musicie to zrobić, bo jeśli farba zaschnie na pędzlu to może on już być nie do odratowania (zależy jakiej dokładnie farby używacie), a z tacką jest podobna sprawa… W przeliczeniu na jedno pudełko koszt pomalowania tylko jednego, dla jednego konkretnego klienta będzie wyższy, niż gdy robimy taki sam projekt dla wielu klientów. Macie tu koszt nowego wałka/pędzla/tacki, plus koszt farby, której nie wykorzystaliście, bo osiadła na narzędziach, koszt wody potrzebnej do umycia narzędzi (przy myciu jednego pędzla to są grosze, ale w skali miesiąca i wielu narzędzi mówimy już o konkretnych kwotach) oraz przede wszystkim Wasz czas! Tak, Wasz czas jest w tym wszystkim najcenniejszy! 

 

Czy powyższe przykłady są jasne? Jeśli tak, to jedziemy dalej. Tu ostrzegam, kto matematyki nie rozumie, dla niego kolejne zdania mogą być czarną magią… Weźmy za przykład pudełko, które jeden przedsiębiorca sprzedaje za 150,00zł (sprzedawca A), a drugi na Allegro za 80zł (sprzedawca B) - przykład z życia wzięty. Na początek podatki. To, że klient zapłaci 80,00zł albo 150,00zł, to nie znaczy, że tyle trafia do kieszeni sprzedawcy. Musi on bowiem od tej sprzedaży odprowadzić podatek VAT (na początku prowadzenia działalności, jeśli nie przekroczyliśmy w poprzednim roku podatkowym obrotu 200 000,00zł to możemy być zwolnieni z VATu co osobiście bardzo polecam; tu załóżmy, że obaj sprzedawcy są VATowcami). Podatek VAT w Polsce od produktów, które tu rozważamy wynosi 23%. Oznacza to, że sprzedawca A musi oprowadzić do Urzędu Skarbowego podatek VAT w wysokości 34,50zł (150,00zł x 23%), a sprzedawca B 18,40zł (80,00zł x 23%). Dzięki temu ten produkt przyniósł im przychód w wysokości 115,50zł (sprzedawca A) oraz 61,60zł (sprzedawca B). Załóżmy, że kupują gotowe pudełko od producenta, a jego cena w zależności od dostawcy wynosi między 40,00zł a 50,00zł. Dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy cenę 45,00zł (bo nie zawsze uda się kupić u tego tańszego, albo trzeba ponieść dodatkowe koszty przesyłki itp.). Mamy już pierwszy koszt. Po odjęciu tego kosztu sprzedawcy A zostaje ze sprzedanego pudełka 70,50zł (115,50zł-45,00zł), a sprzedawcy B zostaje 16,60zł (61,60zł-45,00zł). Prowizja dla sprzedawcy B za sprzedaż produktu na Allegro w cenie 80,00zł wynosi 8,00zł (10% prowizji od sprzedaży). Czyli od kwoty 16,60zl odejmujemy 8,00zl, zostaje nam 8,60zł. Sprzedawca A (załóżmy, że prowadzi sprzedaż poza Allegro), ma własny sklep internetowy. Utrzymanie sklepu jest kosztem, który możemy wyliczyć w skali miesiąca, ale już nie w skali konkretnego produktu. Składają się na niego: koszt domeny i jej utrzymania, hosting, koszt certyfikatu ssl, koszt abonamentu (jeśli sklep prowadzony jest na platformie typu Shoper, Shoplo itp.) lub koszt stworzenia sklepu samodzielnie np. na WooCommerce (tu policzmy czas, jaki na to poświęciliśmy), albo koszt stworzenia sklepu przez firmę zewnętrzną. Nie wliczam – chociaż powinnam – w to czasu, który poświęciliśmy na dodanie tego produktu do sklepu, wykonanie i obróbka zdjęć (albo wynajęcie do tego celu profesjonalnego fotografa), stworzenie opisu, skonfigurowanie wszystkich potrzebnych opcji. Mnie powyższe koszty takie jak abonament, utrzymanie domeny, zakup certyfikatu wynoszą rocznie prawie 2400,00zł brutto (jest to już kolejny rok więc i ceny wyższe; w pierwszym roku udało mi się skorzystać z promocji), co w przeliczeniu na miesiąc wynosi 200,00zł. I teraz w zależności od ilości sprzedanych produktów ten koszt będzie się inaczej przekładał. Jeśli sprzedam 200 produktów, to każdy produkt musiał „zarobić” na utrzymanie sklepu 1,00zł. Jeśli sprzedam 20 produktów, to już każdy produkt musiał zarobić 10,00zł na utrzymanie sklepu. Rozumiecie? Jeśli ktoś sprzedaje okazjonalnie to lepszą opcją dla niego będzie Allegro, gdzie wie ile będzie musiał zapłacić prowizji już z góry i może ten koszt wliczyć w cenę produktu. Nie wierzycie? No to spójrzcie. Załóżmy, że sprzedamy 50 szt produktu w cenie 80,00zł na Allegro, z czego musimy zapłacić portalowi prowizję od sprzedaży w wysokości 10%, czyli łącznie 400zł (8,00złx50szt). Jeśli sprzedamy 50szt produktów w naszym własnym sklepie to od każdego produktu musimy odliczyć tylko 4zł, bo koszt utrzymania sklepu nas wynosi 200,00zł (200,00zł/50szt). Czyli teraz na plus sprzedaż „na swoim”. W ten sposób spokojnie można obliczyć próg, w którym bardziej opłaca nam się przenieść na swoje.

 

Przyjmijmy, że sprzedaliśmy w miesiącu 50 produktów, więc "utrzymanie sklepu" kosztuje nas dokładnie 4zł. Zatem po odjęciu opłat za wystawienie produktu w sieci sprzedawcy A zostaje 70,50zł-4,00zł=66,50zł, a sprzedawcy B 16,60zł-8,00zł=8,60zł. Lecimy dalej. Koszt malowania przyjmijmy podobny i łatwy do obliczeń (a tym samym nie pogrążajmy już bardziej tego sprzedawcy B) na poziomie 5,00zł. Jaki wynik? Sprzedawca A 66,50zł-5,00=61,50zł, sprzedawca B 8,60zł-5,00zł=3,60zł. I w tym momencie właściwie mamy już koniec, bo sprzedawca B każdy kolejny koszt musi traktować jako stratę. Jakby tego było mało, to od tych kwot zapłacić trzeba jeszcze podatek dochodowy. Chcielibyście zarobić za swoją pracę 3zł? No właśnie, ja też nie. Zostawmy już w spokoju tego sprzedawcę B. Policzmy dalej koszty sprzedawcy A.

 

Założenie było, że sprzedaje 50 szt produktów miesięcznie. Zatem każdy produkt musi zarobić na koszty stałe i jeszcze powinno coś zostać, no chyba że robimy wolontariat albo wstydzimy się, że zarabiamy (strasznie to brzmi, ale wciąż się zdarza niestety wśród wielu… kobiet niestety…). Koszty stałe przykładowe w wersji optymistycznej, czyli własny lokal (nie musimy płacić za wynajem): ZUS 1316,97zł + księgowość 100,00zł + media 120,00zł + telefon/internet 60,00zł + koszty eksploatacyjne 200,00zł = 1796,97zł. Tu na pewno pojawić się mogą inne koszty, których nie wzięłam pod uwagę. Może to być płatna reklama, koszty materiałów, niespodziewane wydatki, ubezpieczenia i wiele, wiele innych. Myślę, że spokojnie możemy przyjąć 1800,00zł kosztów stałych. W przeliczeniu na 50 sztuk sprzedanych produktów wychodzi, że każdy produkt powinien zarobić 36,00zł, aby pokryć wydatki na koszty stałe. Znów mamy matematykę 61,50zł-36,00zł=25,50zł. Jeśli to już wszystkie nasze koszty to od 25,50zł musimy policzyć jeszcze podatek dochodowy. W Polsce wynosi on 18% (to pierwszy próg podatkowy, myślę, że nie ma tu chwilowo potrzeby rozwijać innych opcji). W związku z czym podatek dochodowy od zysku 25,50zł wynosi 4,59zł. Podatek zaokrągla się do pełnych złotówek, zatem mamy 5,00zł podatku do zapłaty. 25,50zł-5,00zł daje nam 20,50zł czystego zysku. Ile produktów sprzedaliśmy? 50szt. Zatem nasz zysk miesięczny wynosi 50szt x 20,50zł/szt = 1025,00zł. Tysiąc złotych na czysto, na rękę, czy jak kto woli jeszcze inaczej. Jeśli jest to Twoje dodatkowe źródło dochodu, bo pracujesz gdzieś na etacie albo masz jakieś mega oszczędności, to wynik chyba całkiem ok. jak na sposób na dorobienie do domowego budżetu. Jeśli natomiast jest to Twoja główna działalność to wynik jednak trochę lipny… Przeżyjecie za tysiąc złotych miesięcznie? Może jeśli nie płacicie za mieszkanie (mieszkacie z rodzicami), nie macie na utrzymaniu dzieci i jeszcze innych wydatków, to może Wam tyle wystarczy. Ale mając kredyt, dzieci na utrzymaniu albo wynajmując mieszkanie czy cokolwiek innego – może być ciężko przeżyć do pierwszego…

 

Bardzo długie wyliczenia za nami. Wiele danych spłaszczonych, założenia uproszczone. Chcę, żebyście zobaczyli, dlaczego ceny z pozoru podobnych produktów u różnych sprzedawców mogą się różnić między sobą. To czysta matematyka. Niestety często jest tak, że tak niskie ceny proponują Ci, którym biznes jakoś „nie idzie” i próbują tym zwabić Klienta. Nie liczą tylko tego, że takie „zyski” są na bardzo krótką metę, bo okaże się, że po kilku miesiącach prowadzenia takiej polityki cenowej nie opłaca się prowadzenie takiego biznesu. Firmę zamykają, a na rynku pozostaje !@#$% jakie zrobili swoimi zbyt niskimi cenami. Bo klient nie zna tej drugiej strony. Klient widzi, że skoro ktoś może to sprzedać za połowę ceny tego pierwszego sprzedawcy, to ten pierwszy zdziera kasę.  Tak, zdziera kasę. Nie „zarabia” tylko „zdziera kasę”. Przykre to. A wystarczyłoby, aby cały rynek utrzymywał podobne albo takie same ceny. Wtedy ten sprzedawca B również mógłby zarobić. Tylko czy wtedy klient by do niego przyszedł? Skoro klienci szukają „nie za miliony”?

 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl