pasek

O moim własnym ślubie ciąg dalszy

0
O moim własnym ślubie ciąg dalszy

 

Jak wrażenia po poprzednim wpisie? Macie może jakieś pytania? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

Dziś chciałabym dokończyć historię mojego własnego ślubu. We wrześniu minęło już 2 lata, teraz wiem, że pewne rzeczy zrobiłabym zupełnie inaczej, inne zrobiłabym dokładnie tak samo jak wtedy. Gotowi? No to jedziemy.

Mamy końcówkę lipca, zaliczka na suknię zapłacona, pierwsza przymiarka za dwa tygodnie. Księga gości zamówiona, jednak z racji niewielkiej ilości gości prosiłam o modyfikację projektu (dodatkowo płatna 60zł), a i tak okazało się, że dałam za dużo serduszek do wpisywania i część z nich została pusta. Dzięki temu doświadczeniu teraz Wam doradzam, że trzeba liczyć jedno serduszko na parę lub rodzinę, a nie na osobę. Ja o tym nie pomyślałam, zamówiłam księgę z ok. 40 serduszkami, a goście wpisali się na połowie z nich, bo wpisywali się właśnie parami. Jednak mimo to prawdopodobnie kolejny raz zdecydowałabym się na taką formę księgi gości. Do dziś wisi u nas na ścianie i naprawdę bardzo przyjemnie się na to patrzy i wspomina :) 


ksiega gosci
Teraz kilka słów o sali. Znalazłam ją totalnym przypadkiem. Ale od początku. Jeśli jesteście z Lublina lub okolic, to będziecie wiedzieli o jakich salach mówię. Jeśli nie, a chcielibyście to zachęcam do wygooglania. Zrobiłam wstępną listę sal, które mnie interesowały i po kolei dzwoniłam z pytaniem o dostępność terminu. I tak:

  • Hotel Agit - mieli termin, ale oferowana sala wydawała mi się zdecydowanie za duża dla 40 osób
  • Hotel Luxor - drugie wesele w tym samym dniu, niby oddzielna sala i wejście, ale nie przekonywało mnie to
  • Centrum Konferencyjno-Bankietowe Etiuda - mieli wolny termin, byłam umówiona na spotkanie
  • Hotel Jedlina - brak terminu
  • Restauracja Portofino - brak terminu
  • Hotel Zajazd pod Kasztanami - brak terminu
  • Dwór Leśce - brak terminu
  • Dwór Anna - brak terminu
  • Hotel Viktoria - brak terminu
  • Hotel Korona - drugie wesele w tym samym dniu, do naszej dyspozycji osobna sala, była to moja opcja rezerwowa w razie W
  • Hotel Focus - brak terminu
  • Gościniec Horyzont - brak terminu
  • Hotel Locomotiva - mieli wolny termin, polecana przez znajomą, która robiła tam 3 miesiące wcześniej, byłam umówiona na spotkanie
  • Hotel Willowa - brak terminu
  • Hotel Piano - do dyspozycji tylko sala na samej górze, bez możliwości dj, raczej na obiad weselny niż przyjęcie
  • Hotel Trzy Róże - brak terminu
  • Hotel Kmicic - brak terminu

Jak widzicie z 17 sal miałam do wyboru 4. Na pierwsze spotkanie umówiłam się w Etiudzie-jak się później okazało, było to pierwsze i ostatnie spotkanie, te w pozostałych salach odwoływałam. Pani zaoferowała mi salę na 2 piętrze (trochę tylko nie ten styl i nie ten klimat... taki trochę Ludwik XVI ;D), z tarasem widokowym. Był to środek lipca, a na tarasie hmmm… remont... Dopytywalam do kiedy ten remont może się skończyć. Oczywiście do końca sierpnia, także spokojnie na Pani wesele będzie wszystko pięknie. Życiowe doświadczenia z budowlańcami nie pozwalały mi na spokojnie zawierzyć słowom tej pani. Na dodatek okazało się, że pokoje hotelowe owszem są, ale w budynku obok. Dla mnie był to problem, ponieważ w pokoju miały spać moje córeczki i bieganie do osobnego budynku i to jeszcze z drugiego piętra wydawało mi się co najmniej uciążliwe. Podziękowałam serdecznie za spotkanie, wsiadłam do samochodu i stwierdziłam, że podjadę pod ten budynek hotelowy zobaczyć czy to daleko itd. Jadę wzdłuż tego pierwszego budynku, a on wydaje się nie kończyć (jeśli znacie Etiudę, to wiecie, że ta pierwsza część jest naprawdę ogromna). Dojechałam do budynku hotelowego, ale patrzę - a tam jeszcze dalej gdzieś można pojechać. Nie zastanawiając się zbyt długo stwierdziłam - jadę, najwyżej ktoś mnie opierdzieli, że tu nie można ;D Przejechałam, a tam parking i wąska droga biegnąca dalej. Zgadnijcie co zrobiłam... Tak, wjechałam w tą drogę. Totalnie przypadkiem i totalnie z czystej ciekawości co tam jest dalej. I to było najlepsze co mogłam zrobić. Zakochałam się w tym co zobaczyłam. To było niemalże dokładnie to, czego szukałam. Zielony, równiutko przystrzyżony, piękny trawnik, drewniane klimatyczne ławeczki, budynek w stylu willi z ogromnymi przeszkleniami na parterze, a po przeciwnej stronie niewielka górka z drewnianym domkiem na szczycie. Po boku kaskada z kamieni, po której spływała woda, na dole oczko wodne z bielonym mostkiem. Zakochałam się. Podjechałam pod salę, przez ogromne okna zobaczyłam, że nie jest to sala wpisująca się w stereotypy o salach weselnych. Nie była jasna, ani utrzymana w tonach bieli czy szarości, żadnych kryształowych żyrandoli. Jest to wręcz bardzo nieoczywiste wnętrze, jeśli ktoś myśli o sali na wesele. Mnie jednak urzekła. Wciąż jednak nie wiedziałam, czy jest wolny termin w tym miejscu. Kobieta - menegerka z tego pierwszego budynku nic nie wspomniała o dostępności tego miejsca. Po powrocie do domu postanowiłam zadzwonić do części hotelowej i zapytać o wolne pokoje w interesującym nas terminie. Od słowa do słowa okazało się, że ten budynek, którym byłam tak oczarowana zarządzany jest przez drugą managerkę p. Joasię (czyżby dlatego tamta nic o nim nie wspomniała?;) ) i ma wolny termin! Ekscytacja poziom 1000, poprosiłam o rezerwację, na drugi dzień obiecałam potwierdzić. Po południu wsadziłam moje dziewczynki i narzeczonego do samochodu i zawiozłam ich tam. Na całe szczęście Dawidowi również spodobała się ta sala, a nawet nieskromnie powiem, że był nią zachwycony. Od razu ją zarezerwowaliśmy, zapłaciliśmy zaliczkę. Było pozamiatane. Zobaczcie, jak pięknie prezentowała się ona w dniu naszego wesela.

 

I po zmroku

Obsługa przygotowała dla nas niespodziankę, o której nie wiedzieliśmy. Gdy już się ściemniło, jeden z kelnerów zaprosił nas do tego drewnianego domku na górze. Tam czekał na nas szampan i możliwość spędzenia chwili tylko we dwoje. Widok stamtąd był naprawdę przepiękny.


Na koniec powiem Wam tylko, że jedzenie w Etiudzie jest po prostu przepyszne, obsługa jakiej my doświadczyliśmy była na bardzo wysokim poziomie. Oferowane przez nich wina wówczas osobiście sprowadzane przez właściciela z włoskich winnic - jest w czym wybierać. Dodatkowo sala udostępniła nam fontannę czekoladową (była przeogromna), a przy sali jest pomieszczenie, które my nazwaliśmy pokojem dżentelmenów. Bar, skórzane kanapy, bardzo dobre wyciszenie (przysypiał tam jeden z najmłodszych gości) oraz barman na wyłączność. Do tego niezwykle przystojny barman, który przypadkiem okazał się bardzo, bardzo daleką rodziną mojego męża ;) 

Wybiegłam już trochę do przodu, ale chciałam Wam pokazać jak ta sala wyglądała w dniu wesela. My byliśmy nią zachwyceni, nasi goście również. 

Wracając do przygotowań - wybór obrączek był dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Nigdy nie nosiłam żółtego złota, natomiast na palcu mojego Dawida obrączki z białego złota wyglądały po prostu brzydko. Łączone złoto jemu nie odpowiadało. Zdecydowaliśmy się w końcu na obrączki z jednej z "sieciówek". Wybór padł właśnie na żółte złoto. Do dziś noszę obrączkę na tym samym palcu co pierścionek zaręczynowy (obrączka jest odrobinę za duża i pierścionek mi ją przytrzymuje). I do dziś jestem w niej zakochana. Drugi raz również bym wybrała takie same. 

Menu robiłam samodzielnie kilka dni przed weselem. Pokażę Wam kiedyś w dziale porad DIY, jak je zrobić. Winietki, dzięki podpowiedziom Pani Luizy, zrobiły prawdziwą furrorę wśród gości. Wycinane laserowo z papieru w kolorze złota. Prawie wszyscy zabrali swoje na pamiątkę, a co bardziej kreatywne osoby wykorzystały je później do własnych celów w bardzo ciekawy sposób. Tablica stołów robiona na szybko dzięki pani Luizie i pani Agnieszce - dekoratorce/florystce. Ja tylko rano dostarczyłam im 5 kartek z rozpiską kto gdzie siedzi. Także wyzwanie panie miały nieziemskie. Dekoracje drewniane zamawiane wówczas u mojej obecnej konkurencji. Takie życie ;) Pozdrawiam Was serdecznie ;) Na salę jako kwiaty główne wybrałam białe hortensje. Na naszym stole uzupełniały je hortensje w odcieniu pudrowego różu. Bukiet dla mnie i dla świadkowej utrzymany w tym samym stylu, dodatkowo dla mojej córeczki, która niosła w kościele obrączki został zrobiony wianuszek. Podziękowania dla gości isłodki stół robione przez cukiernię, z której zamawiałam tort. O ile podziękowania wyszły fajnie (choć niestety nie wiem jak w smaku), o tyle tort niestety trochę mnie rozczarował. Smak nie podobny do tego z degustacji, wygląd tortu - wzór taki jak zamawiałam, ale z kolorami to poszaleli ;) miał być ombre od białego do pudrowego różu, a wyszedł od żółtego do pomarańczowego... Gdy wjechał na salę zastanawiałam się czy to na pewno mój tort... Tylko jego wzór utwierdził mnie w przekonaniu, że tak... I tu ukłony dla naszej fotograf Renatki - dobrała tak filtry na zdjęciach, że kolory choć odrobinę przypominają te, które miały być. 

 

Fryzjerkę, którą znalazłam do upięcia ślubnego pokochałam miłością bezgraniczną i po dziś dzień jestem jej wierna. Jeśli poszukujecie fryzjerki to zapytajcie tu Kasia Maciejewska-Śliwińska ze Studio Dobrej Fryzury.

Jeśli chodzi o makijaż to niestety ta makijażystka, do której chciałam się udać nie miała już wolnego terminu, ale jeśli Wy poszukujecie sprawdzonej i polecanej to sprawdźcie Kasia Kręglicka Make Up, Wizaż Emilia Grzywacz lub Ewelina Rauch Makijaż i Stylizacja. 

I na koniec, chociaż tak naprawdę widzieliście już jej dzieła w poprzednim poście, nasza fotograf Renatka. Działała dokładnie tak, jak bym sobie tego mogła życzyć. Była wszędzie, ale jakby jej nie było. Nie rzucała się nikomu w oczy, potrafiła uchwycić naprawdę piękne ujęcia w każdej sytuacji, a sesje plenerową realizowali już we dwoje. Nowakowscy, bo o nich mowa, to małżeństwo fotografów totalnie oddanych temu co robią, z niesamowitym wyczuciem smaku, a przy tym są niesamowicie sympatycznymi i pozytywnymi ludźmi :) Jeśli marzy się Wam sesja ślubna gdzieś hen hen daleko, to do nich możecie walić jak w dym. Uwielbiają podróżować i sesje zdjęciowe nawet na Malcie im nie straszne. Chociaż teraz to pewnie bardziej Dawid jest mobilny, bo od niedawna są szczęśliwymi Rodzicami

Czy coś bym zrobiła inaczej, gdybym miała taką możliwość? Dziś powiem, że niektóre rzeczy tak. Jednak wiem, że tamte wybory były najlepszymi, jakie mogłam podjąć w tamtej chwili, w tamtym kontekście. I w skali całego tego dnia i znaczenia tego, co się wtedy wydarzyło - są one nieistotne. Na przykład zapomnieliśmy tablic rejestracyjnych do samochodu. Nie powiem ile czasu straciłam na ich wybór. Totalnie bez sensu. No i trudno. Nic to nie zmieni. I nic to nie znaczy w skali tego całego dnia.

Był to dzień wyjątkowy, niepowtarzalny i jedyny w życiu (przynajmniej mam taką nadzieję ;) ) Z ogromną przyjemnością wracam pamięcią do tych wydarzeń i niezmiennie wywołują one na mojej twarzy uśmiech. 

I Wam Kochani życzę tego samego. Czerpcie garściami z tego dnia, mija naprawdę bardzo szybko. Zastanówcie się co jest ważne, jak byście chcieli za kilka lat ten dzień wspominać. I tak go przeżyjcie. Po prostu. Razem. Na zawsze. 

 

pozdrawiam Was bardzo serdecznie,

Kasia

 

fot. Nowakowscy

 

p.s.- 

jeśli macie jakieś pytania do tekstu, zawsze możecie napisać maila kontakt@wesellove.pl, postaram się odpowiedzieć w najszybszym możliwym czasie.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl