pasek

Na dobry początek

0
Na dobry początek

Dzień dobry!

Witam Cię bardzo serdecznie na blogu Wesellove <3

Wraz z nowym rokiem systematycznie będą u nas pojawiać się nowości. Jedną z nich jest właśnie blog. Zapraszam Cię niniejszym bardzo serdecznie do świata dekoracji, inspiracji, porad DIY (podpowiemy jak stworzyć własnoręcznie efektowne dekoracje i dodatki), opowieści o prowadzeniu biznesu, kulis z życia pracowni, a także poznasz sporo naszych doświadczeń, zarówno tych zawodowych jak i osobistych.

Na początek jednak trochę prywaty - chciałabym Ci opowiedzieć historię mojego ślubu i wesela. Tempo szalone. Jako pierwsze ustaliliśmy datę u księdza - wybraliśmy się do niego pod koniec czerwca 2016 roku. Nie pamiętam dlaczego, ale postanowiliśmy wziąć ślub jeszcze w bieżącym roku. Optymalnym miesiącem okazał się wrzesień - październik odrzuciliśmy z obawy o pogodę, listopad i grudzień tym bardziej. Lipiec i sierpień to było za wcześnie na ślub kościelny ze względu na wymagany czas na ogłoszenie zapowiedzi itd. Poza tym nie mieliśmy totalnie nic przygotowane, więc o lipcu to nie oszukujmy się, ale nie mogło być nawet mowy. I tak wybór padł na datę 17 września 2019. 

Dopiero teraz zaczęły się schody. Wieczorem usiadłam i wypisałam co musimy zorganizować. Jak się potem okazało, to był tylko wierzchołek góry lodowej. Wszystkie poradniki, strony w internecie co chwilę podpowiadały nowe zadania do wykonania. Jako priorytet uznałam salę weselną. Niestety większość oczywiście miała już zajęte terminy. Sale, które terminy miały wolne zazwyczaj miały jakiś minus - drugie wesele odbywające się w tym samym miejscu (teoretycznie dwa osobne wejścia, inne sale, ale jednak nie przekonywało mnie to), złe opinie w internecie, sale na większą ilość gości niż u nas (mieliśmy małe kameralne wesele w gronie najbliższych - ok. 40 osób), lub po prostu były nijakie/brzydkie. Miałam pewien obraz sali, której szukam. Przede wszystkim chciałam, żeby była to sala z dostępem do ogrodu. Poza tym własny parking, pokoje hotelowe dla gości przyjezdnych (potrzebowaliśmy 3 pokoi dla gości plus jeden dla nas), chętnie trochę w głębi/na uboczu, a nie przy samej ulicy, okrągłe stoły, własna przepyszna kuchnia (ale z tym to wiadomo - bywa różnie). Kwestie takie jak klimatyzacja też były brane pod uwagę, chociaż 17 września upałów się raczej nie spodziewaliśmy. Salę znalazłam zupełnie przypadkiem, ale o tym chwilę później. 

Po wypisaniu wszystkich zadań do wykonania i usługodawców do znalezienia stwierdziłam, że sama nie dam rady. Mój przyszły małżonek stwierdził, że daje mi wolną rękę i nie uczestniczył generalnie w przygotowaniach (o Boże! jak ja to po pewnym czasie doceniłam i się z tego cieszyłam, to nawet nie wiecie; wiadomo, że gdy nie wiedziałam na przykład jakie zaproszenia wybrać - przecież tyle ich jest i wszystkie takie piękne - to chciałabym, żeby coś doradził, no ale nie ma zmiłuj). Tak oto postanowiłam skorzystać z pomocy konsultantki ślubnej. Nie miałam o niektórych sprawach zupełnie pojęcia ani czasu na zgłębianie różnych zagadnień czy wielogodzinne wyszukiwanie w internetach itd. Poza tym nie wszyscy wiecie, ale w czerwcu moja starsza córka miała dokładnie 2,5 roku, a młodsza raptem 3 miesiące! Musicie mi uwierzyć na słowo, że z takimi maluchami każda minuta jest na wagę złota. Wiedziałam, że nie dam rady sama zająć się dekoracją sali weselnej, potrzebowałam dekoratorki/florystki. Makijaż i fryzjer - marzyłam o usłudze z dojazdem do mnie do domu ze względu na młodszą córkę, która w tym czasie cały czas musiała być ze mną. Niestety do jednej osoby nikt się nie chciał pofatygować, nawet za dodatkową opłatą. No trudno. Dylematy i problemy się mnożyły. Każdego dnia utwierdzałam się w przekonaniu, że czas najwyższy poszukać konsultantki ślubnej. I tak się stało. Oczywiście to też nie było takie hop siup - z duszą na ramieniu zadawałam pytanie: "Czy 17 września ma Pani jeszcze wolny termin?", padała odpowiedź "Którego roku?", hmmmm "Bieżącego.". No i tu już przestawało być kolorowo. Na szczęście jedna z najlepszych konsultantek wg internetów ten termin miała wolny. Spotkałam się z nią w jednej z sal, które miały mój termin akurat wolny. I o ile sala nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia (w przeciwieństwie do jej właściciela, ale on akurat zrobił na mnie złe wrażenie i wzbudził we mnie negatywne uczucia), o tyle konsultantka ślubna mnie oczarowała. Pełen profesjonalizm. Zadała mi wiele bardzo szczegółowych pytań, na których większość ja sama nie znałam odpowiedzi. Wszystko skrupulatnie zapisywała na specjalnie do tego przygotowanej ankiecie. Od razu pewne rzeczy doradzała lub odradzała. Ustaliłyśmy czego od niej oczekuję, w czym będzie mi w stanie pomóc. Zostało trochę ponad 2 miesiące do ślubu, a ja wciąż nie miałam jeszcze nic. Dziś wiem, że podjęcie współpracy z panią Luizą to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Do tej pory, jeśli ktokolwiek pyta o konsultantkę ślubną to z czystym sumieniem zawsze polecam właśnie ją - Luiza Kołodziejczyk Welldding Konsultantka Ślubna. 

Pani Luiza miała na pewno na swojej liście do znalezienia fotografa (nie chcieliśmy video), dekoratorkę/florystkę, cukiernię. Poza tym robiła też rzeczy, o których ja nawet nie pomyślałam, że trzeba (albo byłoby dobrze) zrobić, jak na przykład opracowanie scenariusza uroczystości - jest w nim wszystko zawarte: gdzie, kiedy pojawiają się podwykonawcy, na co mają zwrócić uwagę, plan dnia dla nas, dla podwykonawców, a przede wszystkim dla niej (koordynowała cały dzień wszystko), a także opis ustawienia sali czy dekoracji. Generalnie - kawał roboty, o którym ja nawet nie wiedziałam, że trzeba pomyśleć, a co dopiero mówić - opracować i wykonać. Kilka kwestii miałam zrobić ja, ale w końcu się nie wyrobiłam i pani Luiza ratowała mnie z opresji (jak na przykład polecenie fryzjerek gdy moja zawiodła, zorganizowanie upominków dla gości). Ilość balonów, które w dniu mojego wesela pompowała osobiście na sali z florystką, jest nie do zliczenia...

 

Do dziś jestem jej ogromnie wdzięczna za wszystko. To ona dopilnowała, żeby na sali było wszystko gotowe na czas, umawiała się kilka dni wcześniej wieczorem z managerką sali p. Joanną, aby ustalić jak w dniu wesela ma być ustawione oświetlenie (które światła zapalamy, które są zbędne itp. - kochani mi by to nawet do głowy nie przyszło). Mi nawet nie zawracała tym głowy

Jako ciekawostkę powiem Wam, że właśnie sprawdziłam na mailu - umowę z panią Luizą podpisałam dokładnie 25 lipca, czyli do ślubu mieliśmy niecałe 2 miesiące! Szaleństwo!

W międzyczasie udało nam się zrealizować nauki przedmałżeńskie, w bardzo szybko musiałam zdecydować się na suknię ślubną, a i tak większość salonów rozkładała ręce, bo za krótki termin do ślubu. Wiecie jak wyglądało moje przymierzanie sukni ślubnych? Ja w przymierzalni, a obok moja mama z moją młodszą na rękach :D Oj momentami było ciężko, uwierzcie. Dlatego właśnie miałam bardzo mało czasu na wybranie sukni. Dziś zdecydowałabym się na inny model, no ale cóż...

Poza tym zaproszenia dla gości, wypisywanie, rozdawanie. I wiele, wiele innych. Na mojej liście znalazły się dodatkowo między innymi:

  • księga gości
  • makijażystka
  • fryzjerka
  • winietki
  • menu
  • buty
  • obrączki
  • garnitur Pana Młodego
  • koszula, krawat
  • biżuteria
  • bielizna
  • dekoracje
  • pudełko na koperty
  • pudełko na obrączki
  • samochód
  • podziękowania dla gości
  • atrakcje weselne
  • balony z helem
  • tablice rejestracyjne

Z pewnością było coś jeszcze, ale dziś pamięć już nie ta. Może kiedyś uda mi się znaleźć moje notatki, wtedy zrobię aktualizację.

Ciekawi jesteście czy wszystko się udało? Zapraszam do kolejnego wpisu, już niebawem.

 

pozdrawiam Was serdecznie,

Kasia

 

fot. Nowakowscy

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl